Świat bez Granic – program podróżniczy / Radio Olsztyn

3 Paźdź

Zapraszam do odsłuchania audycji Polskiego Radio Olsztyn – „Świat bez Granic”, prowadzonej przez Sławomira Stelmaczonka.

W programie mam okazję opowiedzieć o naszej podróży przez Europę i sześć krajów Zachodniej Afryki.

Serdecznie zachęcam do odsłuchania – z nagrań, by je skrócić, wyciąłem muzykę.

Część 1. – 30 minut – kliknij poniżej, by odsłuchać na serwisie Wrzuta:
Swiat bez Granic cz. 1. - Radio Olsztyn [SkrawekAfryki]

Część 2. – 27 minut – kliknij poniżej, by odsłuchać na serwisie Wrzuta:
Swiat bez Granic - cz 2.

 

Zapraszam

Cezary Nyga

Dzień 31. [28. sierpnia]

28 Sier

W oberży obudziło nas walenie młotami. Remontowano dom, obok którego spaliśmy. Wszyscy sądziliśmy, że nocleg jest darmowy, bo taki zaoferowano Przemkowi, wiec przymknęliśmy na to solidarnie oko. Podstawiono nam wiadra z wodą do mycia, zaoferowano śniadanie za opłatą 750 CFA za pół omletu, po czym pozostawiono nas sobie samym. Nie znaliśmy jeszcze planów dnia, a ponieważ wszystko w obozie szlo wyjątkowo wolno, Marek, Radek, Mateusz i ja wybraliśmy się na poranny spacer po wiosce.

[Czytaj Dalej]

Czytaj dalej

Dzień 30. [27. sierpnia]

27 Sier

Piątkowy poranek był dla nas czasem przygotowań do wyjazdu z Ouagadougou. Rano odebraliśmy gotowe wizy do Ghany i zajęliśmy się pakowaniem. Zebraliśmy pranie, które zrobiły nam córki pastora, po czym każdy zajął się porządkami. Ja postanowiłem umyć nasze auto, które powoli zamieniało się w bombę biologiczną z napędem na cztery koła. Kiedy zbliżyłem się do auta, zauważyłem, że na przednim fotelu pasażera, przy otwartych drzwiach, siedział Złota Koszula. Lekko zdziwiony zapytałem o to co tam robi, odpowiedział, że zaraz gdzieś jedzie z kimś z grupy. Uznałem, że to dziwne, ale ponieważ nie znałem planów innych, a Złota Koszula jeździł z nami już wcześniej, przymknąłem na to oko.

[Czytaj Dalej]

Czytaj dalej

Dzień 29. [26. sierpnia]

26 Sier

Ten dzień miał być dla naszej trójki dniem odpoczynku, tak to zaplanowaliśmy i tak wyegzekwowaliśmy. Długie wylegiwanie się w łóżku,dało nam trochę energii, której tak mocno nam ostatnio brakowało. Po południu Marek i nasza trójka wybraliśmy się taksówką do centrum, by pospacerować trochę i znaleźć jakieś miejsce, które serwowałoby w miarę normalne posiłki. Ciągle doskwierał nam głód i czuliśmy się z tego powodu mocno osłabieni. Poszukiwania trwały dosyć długo. Dla Europejczyka niepojętym jest jak trudno znaleźć w Ouagadougou otwarty za dnia bar, w którym serwowano by posiłki nie gotowane na ulicy.

[Czytaj Dalej]

Czytaj dalej

Dzień 28. [25. sierpnia]

25 Sier

Po pobudce zauważyliśmy, że w naszym obozowisku po środku niczego mieliśmy nowego towarzysza. Czarny chłopak siedział przy naszych namiotach obok swojego roweru i obserwował wszystko, co robiliśmy. Nie mówił przy tym ani słowa, tylko patrzył. Lekko już przywykliśmy do takich sytuacji, więc oddaliśmy się swoim zajęciom, później zostawiając mu jakieś drobne upominki w postaci przyborów szkolnych. Chłopak zebrał też wszystkie butelki ułożone przez nas na stos, a przeznaczone do wyrzucenia. Niedługo później ruszyliśmy w trasę do Ouagadougou – stolicy Burkiny, oddalonej o jakieś 100 km.

[Czytaj Dalej]

Czytaj dalej

Dzień 27. [24 sierpnia]

24 Sier

Podczas pobudki czuliśmy się lekko osaczeni. Otoczyła nas grupka handlarzy w sile dwukrotnie większej, niż uprzednio. Niestety, mieli pecha – zakupiliśmy już wszystko czym byliśmy zainteresowani, przez co każdą kolejna ofertę, czasem kilkakrotnie ponawiana, odbieraliśmy jako nachalność. Z szefem handlowców umówiliśmy się na wjazd do jego wioski. Nocne deszcze sprawiły, że bród przez który musieliśmy się przeprawiać poprzedniego dnia, w drodze powrotnej stał się dużo bardziej wymagający, że względu na ostry terenowy wyjazd z wody. Udało nam się jednak wyprowadzić oba auta z tej wody, mając przy tym niemały ubaw.

[Czytaj Dalej]

Czytaj dalej

Dzień 26. [23. sierpnia]

23 Sier

Poranek w wiosce dogońskiej to szybkie obmycie się w wodzie ze studni, pożegnanie z tubylcami i wyjazd w stronę gór. Przejazd był przepiękny – wjazd w góry z zielonymi dolinami, obsianymi prymitywnymi wioskami dogońskimi, widok z gór na ogromną bezkresną równinę, kręte serpentyny. Droga była powolna i przyjemna. Zatrzymywaliśmy się gdzieniegdzie by podziwiać te malijskie widoki, a gdziekolwiek byśmy tego nie zrobili, jak z pod ziemi wynurzali się miejscowi, którzy to prosili o podarunki, to próbowali nam coś sprzedać. Po jakimś czasie napotkaliśmy na trasie rozwaloną terenówkę, ustawioną na jednej z serpentyn przy kaskadach przelewających się z jednego oczka wodnego, w drugie.

[Czytaj Dalej]

Czytaj dalej